Dwa opisy z finałów
Ostatni wyjazd sezonu podobnie jak rok temu wypadł w Toruniu. Tym razem jednak ranga meczu o wiele większa, ponieważ było to pierwsze
finałowe spotkanie. Niestety nie mogliśmy pokazać w pełni swoich możliwości z racji ograniczonej liczby biletów, których
dostaliśmy 775. W podróż ruszają cztery autokary oraz busy i samochody osobowe. Tradycyjnie część osób wchodzi już po
rozpoczęciu spotkania (powolne wpuszczanie i spisywanie danych) jednak nie było to mocno drastyczne opóźnienie.
Jeśli chodzi o trybuny to w stosunku do fazy zasadniczej nic się nie zmieniło - Apator dalej bojkotuje domowe spotkania, dlatego
na motoarenie nie było żadnego młyna. Jedynie co jakiś czas, czyli najczęściej po wygranych 5:1 biegach uaktywniała się większa
część stadionu na krótki okrzyk Apator. Subiektywnie rzecz ujmując, przyjemnie jest mieć świadomość, że cały stadion jest
zdominowany przez kibiców gości i mimo, że nie jest to żaden wyczyn to każda solidnie dopingująca grupa wbija szpilę
w tzw 'konsumentów unibaxu'. Chociaż gwizdy po każdym okrzyku i przyśpiewce nakręcały nas na maxa to szkoda, że nie ma w Toruniu
tradycyjnej kibicowskiej rywalizacji. Nie trzeba też nic specjalnie się rozpisywać o głośnej muzyce puszczanej przez klub - gówniany standard.
Tej niedzieli to wydarzenia na torze rozgrzewały atmosferę. Mijanki i walka mogła się podobać, szczególnie, że nasi zawodnicy
(oprócz Jonasa Davidsona, który jest cipą nie zawodnikiem) gryźli tor i nie odpuszczali. Mniej podobała się jazda kolarza gospodarzy Adriana Miedzińskiego
na którego poleciało słusznie sporo wulgaryzmów, bo wiadomo, że ostra walka na żużlu jest czymś co się podoba także fanatykom, ale zagrożenie zdrowia, a nawet życia
przez jazdę idioty na motorze musi być napiętnowane. Po meczu mamy z czego sie cieszyć, bo trzypunktowa porażka stawiała nas w roli faworyta do złota.
Zawodnicy otrzymali brawa - w szczególności świeżo upieczony mistrz świata juniorów Patryk Dudek. Warto dodać, że na ostatnich decydujących o mistrzostwie zawodach
w Terenzano była obecna grupa fanatyków Falubazu z flagą.
Tydzień później czekały na nas wielkie emocje. Złoto było na wyciągnięcie ręki, także o bilety ciężko już było przed meczem wyjazdowym, jednak w połowie tygodnia
łaskawie została otworzona nowa trybuna. Jak zwykle nastąpiło to z problemami, bo nie dość, że dwa miesiące po terminie to jeszcze tylko częściowo z racji wciąż
budowanej wieżyczki sędziowskiej. Niestety tego dnia nie było nam dane zobaczyć żużlowców w akcji.
Zawodnicy z Torunia po prostu stchórzyli, czy to na polecenie finansowego guru-czyli właściciela klubu Romana Karkosika czy jak się tłumaczą w mediach, przez decyzję
rady nadzorczej, oddali walkowera i jeszcze przed wyznaczoną godziną spotkania wyjechali z Zielonej Góry. Tłumaczyli się brakiem kontuzjowanego dzień wcześniej w zawodach
GP, Tomasza Golloba, jednak odwalić taki numer w finałowym meczu, na przysłowiowe 5 minut przed jest zwykłym kurestwem. Na stadionie odbyła się jedynie koronacja najlepszego
klubu w Polsce. Oczywiście całkowicie zasłużenie, ponieważ to my byliśmy najlepsi w rundzie zasadniczej i my byliśmy gotowi do ostatecznej rozgrywki.
W trakcie wspólnej radości z zawodnikami, którzy jechali na odkrytym autobusie ultrasi prezentują jedną z dwóch opraw jakie przygotowali na ten mecz (druga nie została
pokazana). Później zostaje odpalona również pirotechnika - niestety nie z naszej winy nie można było ukazać pełni możliwości trybun. Na początku mocno bluzgamy na
Apator, potem już skupiamy się na podziękowaniu za cały sezon walki i najcenniejszy medal. Tego dnia wspierają nas nasi zgodowicze z Floty Świnoujście w liczbie 70 osób z flagą,
a także układowicze z Zagłębia Lubin w 80 osób. Wielkie dzięki za ogromne wsparcie ! Z dodatkowym elementów warto wymienić debiut flagi FC Świebodzin.
Razem z przyjaciółmi ruszamy po fecie na stadionie, pod areszt śledczy. Tam pozdrawiamy braci po drugiej stronie krat - również w asyście pirotechniki. Potem dołączamy do kibiców, którzy czekali na rynku na przyjazd zawodników. Po dłuższym czasie wychodzą
na balkon jednej z kamienic w centrum miasta. Płonie mnóstwo rac i nie ma końca dla śpiewów i podziękowań. Zabawa trwa do rana w jednym z zielonogórskich klubów imprezowych.
Sezon kończymy na szczycie jednak każdy inaczej sobie wyobrażał ostatni akord żużlowego maratonu. Mimo wszystko 7 złoto smakuje wspaniale, tym bardziej, że od 2008 roku
jesteśmy w ścisłej czołówce i tylko raz (rok temu) nie zdobyliśmy medalu.
http://www.falubaz.com/Szlaka/Falubaz/Z ... taku-video