Polscy kibice dali się poznać z jak najlepszej strony podczas ostatnich turniejów z udziałem „biało-czerwonych”. Mimo to, przed zbliżającym się wielkimi krokami Euro 2012 w zagranicznej prasie nie brakuje mrożących krew w żyłach opisów, mających przygotować wybierających się do nas fanów piłki nożnej na najgorsze.
Przez wiele lat reprezentacji Polski brakowało na wielkich piłkarskich imprezach. Z tego powodu, fani z naszego kraju nie przykuwali uwagi zagranicznych mediów, a jeśli już, to traktowani byli jako egzotyczna ciekawostka. Nawet awans „biało-czerwonych” do Mundialu w 2002 roku nie spowodował znaczącej zmiany w tej kwestii. Turniej odbywał się przecież w dalekiej Japonii i Korei, dokąd wyjechać mogła niewielka grupa naszych rodaków. Dopiero cztery lata później polscy kibice stali się obiektem zainteresowania dziennikarzy z innych krajów.
Prym wiedli w tym nasi zachodni sąsiedzi, którzy byli nie tylko gospodarzami mistrzostw świata, ale i naszymi grupowymi rywalami. Niestety, próbując opisać fanów „biało-czerwonych” kierowali się najgorszymi stereotypami. Mieliśmy więc artykuły i reportaże o hordach chuliganów, którzy w liczbie kilku tysięcy nawiedzą wkrótce Niemcy, siejąc chaos i zniszczenie. Spodziewano się, że przy okazji pojedynku naszych reprezentacji dojdzie do jakiejś gigantycznej awantury. Jakie więc musiało być zdziwienie mieszkańców naszego sąsiada, kiedy podczas Mundialu 2006 polscy kibice nie tylko nie sprawiali kłopotów służbom porządkowym, ale wyróżniali się nadzwyczaj żywiołowym i kulturalnym dopingiem.
Świetne wrażenie, jakie miłośnicy piłki nożnej z naszego kraju pozostawili po sobie w Niemczech, nie przeszkodziło dziennikarzom z tego kraju, by dwa lata później ponownie przedstawiać ich w jak najciemniejszych barwach. Los sprawił, że Polska ponownie miała mierzyć się ze swoim zachodnim sąsiadem, tym razem podczas mistrzostw Europy., więc temat był nośny. Na nowo straszono więc chuliganami znad Wisły i Odry, którzy mieli być rasistami, neonazistami, czy handlarzami narkotyków. Nie trzeba chyba dodawać, że nie sprawdziła się żadna z tych przepowiedni, a. Polacy znów byli ozdobą turnieju, dodając całej imprezie kolorytu.
Nie ma najmniejszego powodu, by uważać, że inaczej będzie podczas Euro 2012. A jednak zagraniczne media, co jakiś czas dostarczają kolejne sensacyjne materiały. Mamy więc alarmujące reportaże w gazetach niemieckich i angielskich, ostrzegające przed przyjazdem do Polski. We wrześniu minionego roku „Der Spiegel” zamieścił tekst opisujący kibicowskie realia Krakowa, który przedstawiono niemal jako miasto frontowe. „Każdy dom, każda restauracja, każda ulica należy albo do chuliganów Wisły, "Sharks", albo do "Jude Gang", fanatyków Cracovii” alarmowała gazeta, dodając, że podobna sytuacja panuje nie tylko pod Wawelem, a na polskich stadionach ma regularnie dochodzić do bitew z użyciem niebezpiecznych narzędzi.
Czy może więc dziwić, że przy takim natężeniu „rzetelnych” informacji, niektórzy reagują niemal paniką? Przykładem niech będą kibice rywali polskich drużyn w obecnej edycji Ligi Europejskiej. Z obawy przed polskimi fanami do Warszawy i Krakowa nie przyjechali sympatycy PSV Eindhoven, Twente Enschede, czy Rapidu Bukareszt. Z kolei, kibice „Białej Gwiazdy”, którzy udali się na mecz swojej drużyny do Holandii, nie zostali w ogóle wpuszczeni do miasta, lecz od razu odeskortowaniu przez policję do specjalnej strefy kibica. Natomiast działacze Standardu Liege, który w lutym zmierzy się z Wisłą w 1/16 finału Ligi Europejskiej, odradzają swoim sympatykom wizytę w Krakowie. Ci, na szczęście, nie zamierzają ich słuchać.
Przesadny strach przed polskimi kibicami może czasem prowadzić do zabawnych sytuacji. Tak było w przypadku fanów Lecha Poznań, których bardzo obawiano się w Manchesterze, przy okazji pojedynków z City. Po wizycie Wielkopolan na Wyspach, nie posiadano się z zachwytu, zamieszczając na oficjalnej stronie angielskiego klubu następującą opinię: „Lech był wspierany przez 3000 fanów z Polski. Ich obecność sprawiła, że atmosfera na stadionie stała się bardzo żywa i zamienili zwyczajny wieczór w coś specjalnego. Wielu miejscowych kibiców częściej patrzyło się w stronę wspaniale dopingujących polskich kibiców niż na mecz”.
Tych samych sympatyków „Kolejorza” bano się również w Pradze, twierdząc, że „wszędzie sieją strach, niczym tsunami”. Już po meczu ze Spartą dziennik „tyden.cz” podsumował ich wizytę słowami: „To jest paradoks. Rzekomo najniebezpieczniejsi kibice w Europie byli tak maksymalnie radośni. Swoim świetnym praskim występem zrobili sobie żart ze wszystkich – głównie z nas - wystraszonych mediów.”
I niech to będzie najlepszy komentarz do głupawych artykułów, które polskich kibiców przedstawiają jak największe zło chodzące po ziemi. W czerwcu fani znad Wisły i Odry po raz kolejny potwierdzą, że w żywiołowym dopingowaniu należą do ścisłej światowej czołówki. Dla wielu zagranicznych dziennikarzy, będzie to największa niespodzianka Euro 2012.
WP.PL
http://dwunasty.wp.pl/wid,14168053,aktualnosc.html