Jeszcze slów kilka od kochanego Rafalka Steca
Wiecie już pewnie, że na kilku pierwszoligowych stadionach wisiały w weekend transparenty z hasłami „Kosovo je Srbija” i im pokrewnymi, wspierającymi sprzeciw Serbów wobec powstania nowego państwa na Bałkanach. Sam jestem nieprzejednanym wrogiem epatowania polityką na stadionach, ale tego tematu tym razem nie ruszam, choć wściekam się, że władze piłkarskie znów skłamały - jesienią obiecały nowe przepisy, zmuszające kibiców do oddawania do akceptacji transparentów, które zamierzają wywiesić na trybunach. I znów się z reformami spóźniają. To jednak, powtarzam, temat odrębny, na osobną notkę. Czy raczej - obfitą gazetową publicystykę.
Teraz intryguje mnie, dlaczego trybuny podjęły akurat ten problem. I dlaczego wstawiają się akurat za Serbią? Tu znów zastrzeżenie: nie chcę wdawać się w polemikę polityczno-historyczną i przekonywać kogokolwiek do mojego poglądu w sprawie, nie będę nawet zdradzał tego poglądu. Wiem tylko, że ligowe trybuny nie żyją na co dzień sprawami międzynarodowymi. Ani nie współczują walczącym o niepodległość Czeczenom, ani nie popierają postawy Rosjan, którzy tej niepodległości nie chcą. Ani nie bywają sprzymierzeńcami marzących o niezależności Basków, ani nie zachwalają chroniących intergralności kraju władz Hiszpanii.
Aż tu nagle wyskoczyli z tym Kosowem. Wyskoczyli w dodatku jednomyślnie, zupełnie jakby się skrzyknęli i zorganizowali.
Podział w Europie jest jasny. Serbię wspierają, nie po raz pierwszy w historii, Rosjanie, którzy pragną zachować geopolityczne wpływy w regionie, oraz ich sojusznicy. Wspierają ją też - lub przynajmniej rozumieją jej postawę, ewentualnie zachowują wstrzemięźliwość w sądach - państwa same borykające się z marzącymi o niepodległości separatystami, a zatem obawiające się groźnych dla ich przyszłości precedensów. Dla moich wątpliwości wynika z tego wszystkiego niewiele. Bywalcy pierwszoligowych stadionów mieliby być prorosyjscy? Niby dlaczego? Mieliby obawiać się, że i Polsce grozi rozbicie? Jeszcze większy absurd. Skoro na Czadoblogu nie przeczytałem jeszcze manifestu dającego intelektualno-historyczny fundament dla apelu o oderwanie od reszty kraju Śląska, to chyba nic nam nie grozi ;) Co więcej, poparcia dla Serbii nie sposób uzasadnić nawet przekonaniami lewicowymi bądź prawicowymi, różnicę poglądów w tej sprawie - czysto politycznej - wyznacza dalece bardziej kręta granica.
Jest jeszcze jedno możliwe wyjaśnienie: trybuny mogą chcieć wyrazić
solidarność z serbskimi piłkarzami, którzy biegają po naszych boiskach. Wtedy powinniśmy się cieszyć, że w jednej drużynie nie grają oni z Kosowarami (jedynego pozyskał zimą ŁKS). A sama akcja miałaby podłoże nieco infantylne, nie poparte wnikliwą analizą skomplikowanej materii spraw międzynarodowych, o którą zresztą - przyznaję szczerze - kibiców nie podejrzewam.
Skąd to nagłe polityczne przebudzenie? Czy kibice mają - i spróbują wyrazić - swoje zdanie również w sprawie Czeczenii lub Kurdystanu?
16:33, rafal.stec