Wyjazd do Opola był moim pierwszym. Do dziś nie wiem co mnie naszło. Najpewniej lektura dzieł Romka Zielińskiego poprawiona filmami o angielskich hools. Poszedłem na zbiórkę nie znając totalnie nikogo. Inspirowany angielskim chuliganami w różowej połówce Lacoste. Palony róż. Tylko dzięki młodemu K z Pragi przetrwałem w jednym kawałku, który mi kazał schować ten wynalazek do plecaka i nie pokazywać więcej. Bili się praktycznie wszyscy. Miedzy sobą. Koledzy z kolegami. Przyjaciele z przyjaciółmi. Kajko z Kokoszem. W autobusie. Na trybunach. Na powrocie. Rzygi płynęły przez autobus z tylu do przodu i z powrotem. Podobno czekają na nas na powrocie. Zieloni. Byłem tak zesrany, ze chciałem wysiadać w Komorowie. Zwyciężyła adrenalina i chęć emocji. Wróciłem pod stadion i do domu z głowa pełna wrażeń. Myśle ze złapałem bakcyla
Po raz drugi pojechałem do Ostrowca. Samochodem. Mondeo Fordem z kolegą Wojtkiem z jednego roku. Z Arkiem gniazdowym. Charyzmatyczny pijak z Gdyni z duża doza wyobrazni. Kibic w stylu angielskim. I nie tylko przez rudy kolor włosów. Wtedy jeszcze na dwóch nogach (razem ze zgoda padła noga : ) kmwtw). Nas ze 100 osób, drugie tyle Korony. Kielcuchy przyjechały wcześniej także jak podjechaliśmy to na sektorze już wrzało, pęka brama, sporo osób wjeżdża do środka. Są też niestety i powinięci.. Pierwszy raz w życiu dostaje pałka. Bliznę mam do dzisiaj. Pierwsze gazowanie i jesteśmy na sektorze, miejscowe rozpustnice nawet podjazdu nie maja do nas. 1-0 dla Polonii. Zaczynam rozpoznawać twarze. A i tak nie sądziłem wtedy, ze to początek wspaniałej przygody, która stała się ścieżka życia w pewnym momencie. Smaczne żeberka na powrocie.
Po wakacjach do Łowicza, znowu z Arkiem i dwa Michały. Czerwone suzuki trzydrzwiowe.Powrót na dokładkę z antifa. Ale nie wyprzedzajmy faktów. Samochody plus ekipa pociągowa. W stronę Łowicza w pociągu dzban z Sochaczewa dostał w cytrynę. Na miejscu pełen folklor. Jude cała Łódź. Miejscowi tracą barwy pod kasami. Od nas cześć wchodzi, cześć nie. Na stadionie i pod stadionem nasza mega napinka. Ruszają na nas. Odbijają się od nas. Byłem dumny z tego zwycięstwa chociaż cala awanturę przegadałem na gorze sektora z J. Pizza na rynku z Crazy Group. Rozkmina czy wpuścić Lecha do nas na sektory na Puchar Polski. Byli na tak. Finalnie młodzi ich nie wpuścili. Przedmeczowy dzban skrzyknął kolegów także po meczu na pociągowych czeka Legia z Sochaczewa na stacji Teresin Niepokalanów. Czekają z metalowymi prętami. Gruba afera. Rozjebany pociąg. Zabrakło zdecydowania aby ich finalnie r*******. Sporo rozbitych głów u nas tez. Jedziemy po naszych samochodami. My się zgubiliśmy a czasy były przednawigacyjlne. Zagadnięty rolnik przyniósł mapę z chałupy i odnaleźliśmy właściwy azymut. Na miejscu sodoma i gomora. P. ma strasznie rozjebana głowę. Brak z nim kontaktu. Ocknął się dopiero jak przechodziły po raz kolejny głodne sensacji miejscowe małolatki. Wola „eeeee kokoszki” ku ich z siebie z tego faktu zadowoleniu :) wracamy kolumna samochodowa. Nam przypada dwóch gości z antify. Jeden mega mocno obity, co wystawił łeb z pociągu to dostawał prętem w czerep. Drugi za to świr. Odliczał legioniście żebra kamieniem. Zabrali go karetka. Wszyscy zapakowani do aut. Ostatni jadą w bagażniku. Podobno w Błoniu czekały tedki. Pech :)
Pierwsza runda gdy zaczelem jeździć. Po Łowiczu albo zaraz przed była Bielsko Biała. 18 letnim pożyczonym Polo. W 5 osób. 1 dziewczyna, 2 leworęcznych. Z gniazdowym. Na sektorze nas niewiele więcej. Stały zestaw dopingowy: Siara. Rudolph Hess, Mordka Esperanto. Młodzi pod hala BKS powywijali coś nożami także wyjazd z psią obstawa. Obiad w Szczyrku i z powrotem. Pełen opowieści o unasienianiu bydła i końcówce ładowarki do Nokii w cewce moczowej. Posiłek kończymy przy pustej sali. Na powrocie słychać było każda śrubkę. Wieczorem impreza z młodym Widzewem z Warszawy. Byli naprawdę duzi. I naprawdę nas lubili. My ich tez. Sprawiedliwi wśród narodów świata. Przyjaciele Żydów :) Bywali u nas incognito jak chociażby wtedy kiedy na metro centrum po derbach juniorów spotkaliśmy przeciwników. Przyjeli na głowę, stracili barwy, Czarne Koszule znowu były na wierzchu
Do Gdyni w poniedziałek. Na ostatni jak się okazało zgodowy mecz u nich. Jadę pociągiem. W jakieś 8 osób. Z braćmi Z z którymi to był początek przyjaźni a których znałem z Opola. Ostrowca i Łowicza. I forum. Tam to się działo dopiero. Okazało się ze znalazłem się na liście: rachunki za zdradę rasy :) Najgrubszy chuligan z Esperanto się przed Gdanskiem zabunkrowal w Warsie udając ze nie zna nas. Cały dzień spędziłem z Beata z Rumii. Ładna, sympatyczna i rozumna dziewczyna. Wieczorem mecz. Gościna słaba. W Olimpie gadamy z Arka FC Jastarnia która nas częstuje alkoholem. Nas na może 20 kilka osób. Najebany grubas śpi na ławkach, zaczął w okolicach środka potem się tylko staczał niżej. Pare osób chce ściągać nasza flagę bo wisi flaga Lecha. Jakoś udało się to zażegnać. Po meczu jeden z przedstawicieli MP'06 chce mnie windykować za zdradę rasy. Chodzi za mna i meczy bułe. Finalnie twórca rachunków zdrady F. telefonicznie każe mu odpuścić. Posłuchał. Po meczu chwila gadki i Arka zawija do domów. Siedzimy na Redlowie do zamknięcia. Ktoś tam niby z Arki podobija ze może nas na noclegi zabrać. Okazało się to podpucha ze strony biało niebieskiej rodziny. Tej w składzie kadłubowym. Udało się ich zbyć. Jest nas 4 bez żadnych perspektyw powrotu. Kierownik drużyny wykręcił się sianem i nas nie wzięli. Spotykany większa ekipa polonijna na skwerze Kościuszki w knajpie. Miła alkoholizacja. My we 4 skm na Gdańsk główny, krzątamy się po wyludnionej starówce, śpimy pod brama stoczni :) w końcu pociąg. Poszło pare bluzgow przy instalowaniu się do przedziału. Pani była oburzona, co pół godziny wychodziła na papierosa. A ze siedziała przy oknie to musieliśmy wstawać i ja wypuszczać wszyscy. Złośliwe babsko. Z pociągu prosto do promotorki. Jest załamana moim widokiem ale i tak mnie uwielbia. W sumie fajnie było.
To był środek wakacji. Po ciężkim melanżu. Miałem jechać z Sandecja do Olsztyna. Nie miałem siły ani ochoty. Ale wiedziałem ze jak nie pojadę to mi Z będzie cisnął. Dzwonie do niego na odczepnego, ze wysypał mi się transport i nie mam jak jechać. W odpowiedzi słyszę ze są u mnie pod domem za kwadrans bo im się miejsce w aucie zwolniło. No to c***. Jadę. Z braćmi i kolegą z Sączą przeszczepionym na grunt warszawski. Przez Spychowo skąd zbieraliśmy kolegę z rodzinnych wczasów. Przepiękny dzień. Kapiemy się na waleta w tym jeziorze. Tak powstają NaTOURysci’08. Kupujemy alkohol który podrzucamy Sandecji i naszym pociągowym. Razem jest nas koło 5 dych. Ja po meczu zostaje w Olsztynie i jadę do Oli. Auto wraca na melanż do Spychowa.Pierwsza praca na murach z czego nasza grupa ma stać się w przyszłości bardzo znana co skończyło się byciem celem nr1 i finalnie zle. Wracająca pociągiem ekipę w Mławie atakuje Stomil i lekko obija.Można by rzec na otarcie łez. Czekali na Jastrzębie które wcześniej jakiś czas na grillu niezbyt honorowo się zachowało. Nie doczekali się. Także zostaliśmy nagroda pocieszenia. Z ciekawostek to atakują z okrzykiem: "teddy boys"
Zima 2008 na 2009 naprawdę była przebojowa. Grupa się zintegrowała. Współdziałaliśmy z druga pionierską grupa o podobnym charakterze. W sumie można przyjąć ze byli częścią nas. Rozpierdalalismy prace Legii hurtowo. Byli wściekli i dlugo bezradni. Lataliśmy z walkami po mieście. Jawnie i wręcz bezczelnie. Grupa się cementowała. Jeździliśmy do Krakowa na hokej. Zbieraliśmy się w zimowe soboty na Muranowie w 15 osób. 3 drużyny po 5 osób. Czas operacyjny 2h. Kto nazbiera najmniej barw Legii stawia wódkę. Oj działo się. Jedziemy za c*****. Wysiadamy z nim na Gdańskim, idziemy za nim po schodach do góry na tramwaj. Nie zdążyliśmy wejść na górę gdy słyszę: oddaj barwy śmieciu. Wbiegamy na górę. Bracia go oprawiają, jeden go tłucze, drugi ciągnie za szalik po torowisku :)
Była taka jedna ściana na Służewiu która codziennie zmieniła właściciela. Było nam łamanie zapowiedziane. Za którymś razem jadąc malować zupełnie gdzieś indziej postanawiamy sprawdzić jak się miewa ściana. Pod murem stoją autem. Ruszają za nami. Postanawiamy na nich wyjść na światłach nim się w więcej osób wydzwonią. Wyskakujemy do nich. Okazało się ze są już ich dwa auta na dodatek po zęby uzbrojeni. Zawijka z powrotem do Lanosa i w nogi. To był naprawdę pościg jak z filmu sensacyjnego. 180 noca po Warszawie na czerwonych, gdzie Ci jadą niemal obok, już w szczękach i się napinają. Jazda pod prąd. Wtedy to się bałem i marzyłem aby w domu być. Wpierdolu się nie bałem. Katowania tak. Czasy były takie jednocześnie, ze nie bylo do kogo zadzwonić żeby pomógł. Prawie ich gubimy na Wiatracznej. Finalnie przejmuje nas BOR pod pałacem. Zaraz się zrobiło zamieszanie. Tajniaki itp. Legia przed Przekąskami się pręży. My palimy frana ze ktoś nam nieznany groził nam zaciśnięta pięścią przez okno co nas śmiertelnie wystraszyło. Nie kupują tego. Każą nam wypierdalac. Co ku zaskoczeniu Legii z nienacka czynimy i nim się zorientowali jesteśmy w podwórku na Muranowie gdzie stawiamy auto tak bardzo niewidocznie jak się da i kitramy się w piwnicy u ziomka. Straszliwa adrenalina. Za czyn ten zostaliśmy również przez osoby decyzyjne odpowiednio wynagrodzeni. Jednakże mając na uwadze nasza aktywność, młody wiek i chęć zrehabilitowania się pozwolono nam działać dalej co tylko Polonii na dobre wyszło. Ave NaTOURyści’08
Z biegiem czasu coraz bardziej przenikalismy do głównej ekipy Polonii, w pewnym momencie młodzi zaczęli się z nami kolegować i w większości przypadków koleguja do dziś. Wyznaczenikiem tej ekipy była akcja na Płudach gdzie potem wiele osób się nie popisało w zeznaniach. W tym tacy co nienawiść do Legii wyssali z mlekiem matki. Ustawka w Jaga. Przegrana. Jeździmy na wyjazdy jak nas w ładnych liczbach i praktycznie wszędzie. I nie zawsze w darmowych autobusach za nieprzeklinanie :) z autobusowych wyjazdów to mi bardzo utkwił ten który się nie odbył. Na Unie do Janikowa. Od rana towarzystwo się zbiera pod główna, jest już zamówiony autokar, młodzi od nas wpadają pod klub w komiarkach z okrzykiem teddy boys. Autobus spierdolil, towarzystwo się rozpierzchło. Taki o wesoły numer :) Finalnie pojechało kilkanaście osób na własna rękę. Ja nie
Sporo wyjazdów dziś w mej głowie stanowi tylko jakiś przebłysk - bez historii przewodniej, pojedyncze wspomnienia. Płock - zimno, ktoś ukradł płyn do spryskiwaczy i psy nie chciały nas ze stacji puścić. Konkretny reprezentant CG zapowiedział ze jak znajdzie delikwenta to każe mu to wypić. Nikt się nie przyznał. Wisła chyba jechała za nami ale bardziej chyba żeby się przejechać niż działać. Miałem szal Arki. Po raz ostatni. A w domu zostawiłem 3 dziewczyny z Krakowa. Sympatyczki Wisły. Niezwykle sympatyczne. Na własna rękę nasza młoda grupa zebrała się wspomóc Koronę w Lecznej. Autami w 15 osób z flaga. Dostaliśmy od nich po czapce. Mam ja do dzisiaj. W sumie gdzie nie pojechaliśmy to zawsze było ciekawie, wesoło, w coraz lepszej paczce przyajciół. U siebie tez bywało ciekawie. Po prezentacji drużyny w meczu z Vetrą Wilno jedziemy na szaliki co kończy się ze zostajemy przez tedkow złapani w Arkadii. Mnie wyciągnęli we dwóch i okopali przed. Reszta od nas spierdolila przez kraty i parking. Dogrywka na Bonifraterskiej. Łapią mlodego Z. Wola do nich aby dawali na gole ręce. Zlali go batonami w 7. I pod szpitalem jeszcze czekali. Byliśmy wtedy bardzo z sobą zżyci na co dzień. Czuliśmy się nieśmiertelni. A polonistami byliśmy na wskroś, w kazdych okolicznościach.To był wspaniały czas ze wspaniałymi ludźmi kiedy potrafiliśmy cwelom naprawdę życie uprzykrzyć. Wytrzepalismy ich z c**** barw. Rozjebalismy setki prac. Byliśmy naprawdę czymś wyjątkowy. Różnica miedzy nami była taka, ze my byliśmy chuliganami, chlopaczkami którzy lubili emocje i się ponapierdalac troszkę a nasi przeciwnicy to byli po prostu bandyci i takie tez wobec nas metody stosowali.
Czasy Wojciechowskiego były dla nas naprawdę kibicowsko dobre. Pełny młyn, dwa razy na Łazienkowskiej w komplecie, jesteśmy tez tam z Cracovia w dobrej liczbie póki nas wpuszczali. Wieszam na jednym z tych meczy nasza flagę na Łazienkowskiej. Niesamowite przeżycie. Przy akompaniamencie bluzgow i gwizdów. Miód na moje uszy. Dobrze działamy. Przed derbami u nas zbieramy się w 9 aut, 45 osób i patrolujemy miasto. k**** wieszają transparenty: jakie derby? Srakie. Pod stadionem ich namierzamy, ledwo uszli z życiem. Pierwsza rocznica katastrofy smoleńskiej. Psiarnia na głowie staje aby to zabezpieczyć. Tym czasem na wyjazd do Ząbek wybiera się 90 osobowa wycieczka z Sączą plus ktoś tam z Kielc. Spotykamy się z nimi pod stadionem. Nas drugie tyle. Przez nikogo niepokojeni docieramy via Wileńska do Ząbek, przeganiamy towarzystwo spod kas - kto nie zdążył dostał w turban. Wjeżdżamy z brama, gonimy cały młyn, flaga niestety uciekła. Nie mieli ekipy. Tradycyjnie. Potem powrót z psami do Warszawy. Bez przypału. I jeszcze miejscowy wynalazek. Legii fan myślący ze jest bezkarny przy psach, uderzył w twarz R z Sączą. Ruszam razem z nim na niego, nim zdążył wbiec za psy zostaje wgnieciony w płot.
Gościna w Sączu to dopiero opowieść. Jedna miłość Piekło Sandecja. Do przegięcia.
Sandecja - Olimpia Grudziądz. We dwóch. Najebani od początku do końca. Wiwat Sandencja! Wieszamy naszą flagę. 40 minut i to krzywo. Przekazujemy Sandecji ze chcemy się bić z Olimpia. Banda na bandę. Czyli nas 2 ma ich 4

Olimpia dzwoni do Sączą co jest 5. Co ta Polonia na do nas. Długa noc. Pobudka na Lwowskiej. Torebka z zapięciem strunowym. Tik, tak, melanż trwa :) Szwagropol do Krakowa. Ja spierdzialem się w Brzesku tak, ze ludzie woleli stać w korytarzu autobusu niż koło nas siedzieć :)
Dawny klimat Piekiełka był czymś niepowtarzalnym. Nie to co dziś. Przejazdem trafiłem na Lwowską. I szok, ze w sklepach trzeba płacić za towar. Kiedyś się po protestu bralo co potrzeba i wychodziło. Bramy pozamykane. Nie ma Cyganów. Inaczej bywało. Nie znam bardziej gościnnych ludzi niż tych z Sącza. Uwielbiałem ich a oni nas. Nigdy nam nic nie żałowali. Chyba, że dla naszego dobra jak narkotyki, które nam dali a miały starczyć na cały pobyt się zużyły pierwszego wieczora. Byli trochę przerażeni. A my z kolei nieśmiertelni. I nie kładliśmy się spać przez 3 dni. Mieli kurewska cierpliwość. I wyrozumiałość. Prawdziwi nasi kumple. Odwidzieczalismy się im tym samym u nas. Pamietam jak sprowadzali prochy Deyny do Polski i były wystawione w katedrze Wojska Polskiego na Długiej. My z Sandecją przypadkowo w 15 osób spotykamy Legie z Brwinowa. W podobnej ilości. W bluzach. Na pytanie czy chcą się bić chowają do kościoła i modlą się abyśmy sobie już poszli. Za nic nie chcieli wyjść. Jak trwoga to do Boga. Potem się wydzwonili, wzrośli w ilość to i krzepy i ochoty nabrali, co finalnie miało skutek ze stłukli ta 1 brygada dwóch chłopaków od nas co zmierzali na spotkanie z nami.
Zbiórka w Wołominie na Ostrołękę. W tamtym czasie Legia w Wołominie to mogła Polonii buty czyścić. Dobrym składem bez obstawy. Docieramy pod sam stadion. Wywiad donosi ze są na trybunach. Wjeżdżamy przez boczne i murawę. Narew ucieka z miejsca. Znowu nie mają ekipy :) Ciśnienia nie trzymali. Przejmuje nas prewencja. Mandat 500 złoty za zakłócanie porządku publicznego i powrót z dyskoteka do Warszawy.
Polonia Wilno zawsze będzie zajmować szczególnie miejsce w mej pamięci. A zaczęło się to tak. Na pierwszy mecz do Wilna pojechaliśmy w 3 samochody, 15 osób. Na miejscu folklor, drewniane domki, stadion niczym X lecia, pusto, same betonowe podkłady, praktycznie zero psów. Doping tylko po polsku. Pirotechnika. Niby się pod stadionem pojawił Zalgiris ale jak wybiegliśmy to obsrali zbroje. Potem ognisko na górce którego byłem zwolennikiem. Łamałem drzewka, urywałem gałęzie, znosiłem chrust aby ogień nie zgasł. Finalnie zostaliśmy we 4. Świt nad Wilnem. Przepytani byli wszyscy po drodze. Kto nie chciał mówić po polsku dostawał z liścia. Trafiliśmy do baru koło dworca co się nigdy nie zamyka. Podbijają Cyganie czy nie chcemy heroiny kupić. No nie. Ale trawkę chętnie. Mówią, ze musza po nią jechać do taboru a tabor koło lotniska stoi. Wiec czekamy. c**** a nie trawkę przywieźli. Cyganie chcieli nas ocyganić. Wywiązała się żywiołowa dyskusja w wyniku czego pierwszy z brzegu dostał w cytrynę. Ich reakcją było, że wyjęli noże. Dawno tak nie biegłem. Ulicami, bramami kamienic, w pewnej chwili po dachach. Przeżyłem. Nie widziałem żadnych zabytków. Podobno są.
Drugi wyjazd do Wilna był inny niż pierwszy. Nie pozwolili nawet wnosić sprzętu na stadion. Na trybunach oprócz wileńskiej Polonii obecny ŁKS Łomża w 20 osób. Nas 5. Spojrzenia Krzywe. Chcą się zmierzyć banda na bandę. Nas 3 zawijają po meczu psy za piro wraz z miejscowymi wobec czego odpuścili nam jakoś. Wtedy tbyli zapatrzeni w Legię, mieli coś tam na rzeczy z Hutnikiem gdzie trenowali (Pozdro F z ŁKS). Nic nie wytrenowali to podczepili się Stomil i do dziś to trwa. Całe Wilno było wtedy nakrokodylone. Po polsku. Murawa spalona racami. Oprawa i aresztowania. Terror na blokach. Respekt i honor. Polskie Wilno. S. puścili w poniedziałek i wracamy do siebie.
Cdn.