Re: Słowenia vs Polska 09.09.09
: 12.09.2009, 16:46
Wyjazd z wyjazdu okiem kibica ŁKSu Łomża:
Słowenia - Polska (Maribor)
Na ten ciekawy i odległy jak dla nas wyjazd do słoweńskiego Mariboru wybrało się nas 3 wariatów - Pan F, J, oraz ja Na wyjazd szykowaliśmy się juz od dłuższego czasu, a ponieważ wybieraliśmy się z kibicami katowickiej GieKSy to musieliśmy wyruszyć już z samego rana w poniedziałek. Zbiórka o 22 pod katowickim spodkiem. F wyjeżdża już o 6 rano, Ja z J ustawiamy sie na 10. Podróż do Warszawy mija spokojnie w lekko sennych nastrojach. Na dworcu w warszawie łapiemy się z F i wyruszamy po bilety na pociąg który mamy o 16:45(?). Następnie nie wypada nam nic innego jak spożyc po kilka piwek by się nie nudziło do przyjazdu pociągu. Po piwkach planujemy spożyć po pysznym kebabie z dworca do pociągu zotało nam 20 minut więc stwierdzamy, że zdążymy zakupic po piwku na drogę. Wracamy ze sklepu a tam na tablicy 16:33 odjazd pociągu Biegiem udajemy się na peron ale zauważamy już jedynie tył pociągu. Wkurwieni sytuacją szukamy nowych połączeń do Katowic lecz jedyne wyjście do InterCity Dopłacamy do biletów po 50 zł i już uważnie czekamy na własny pociąg na peronie. ( To nic że bilet ulgowy do Katowic wyszedł nam po 95 zł ) Pociag oczywiście full wypasm piękne łazienki i klima
Po 3 godzinach docieramy na dworzec w Katowicach, każdy z nas miał pilną potrzebę więc udajemy się szybko do MC gdzie spotykamy kibiców Rakowa wybierająch się również na ten wyjazd. Po chwili zmierzamy już w stronę spodka, F po drodze łapie jeszcze minę lecz nie tracimy nadziei i docieramy na miejsce. Na parkingu było już kilka osób, częstują po jednym głębszym, rozmawiamy i czekamy na resztę ludzi. W okolicach 10 wszyscy docierają na miejsce. Najwięcej oczywiście kibiców GieKSy, oprócz tego Raków Częstochowa, Podbeskidzie, Dyskobolia, Warta Poznań, Lechia, Tarnovia oraz My. Około 23 podjeżdża autobus i wyruszamy w drogę. Wszyscy czekają tylko na wjazd do Czech, tylko dlaczego? Dowiedzieliśmy się już na pierwszej stacji w Czechach. Stacja została po prostu zgrabiona, alkohol i żarcie wszyscy wynosili w naprawdę znaczących ilościach.Dojeżdzamy do Austrii, na jednej ze stacji niefart chciał że pod stacje podjechała ciężarówka z lodami, ciastkami i pierogami W nasze ręce trafiło po kilka kartonów z tymi oto specjałami. I tak oto droga mijała wesoło kiedy to na jednej z austriackich stacji J wraz z kilkoma innych chłopkamai wynosili zgrzewkę Coca-Coli Niestety przyłapał ich pan od dostaw i tak oto w przeciągu 10 minut zjawiła się tajniacka psiarnia. Po około 30 minutach jesteśmy wolni i ruszamy już na Słowenię lecz juz bez żadnych promocji. Nasz ośrodek znajdował się jakieś 20 km od Mariboru, na szczycie jakiejś wielkiej góry gdzie podjeżdzało się takimi zakrętami , że głowa mała. Ośrodek bardzo ładny, zdala od miastowego szumu. W tym ośrodku Dynamo Zgrzeb organizuje swoje zgrupowania. Pokoje 8-osobowe a opróćz tego zjebiste boisko do gry w nogę oraz basen czynny od godziny 14:00 Godzina 13, każdy nie może doczekać się na otwarcie basenu więc kilkakrotnie chłopaki otwierają go sami od środka (to chyba specjalność chłopaków z południa-wiedzą jak sobie poradzić) Właściecielom nie bardzo podobało zachowanie polskich kibiców lecz o 14 wszystko wraca do normy i wszyscy już spokojnie wchodzimy na basen (niektórzy mniej spokojnie ) Tego co działo się na basenie nie sposób opisać słowami...To jak się bawiło jakies 40 osób przekracza granice rozsądku. Skoki z poręczy, kwietników czy kilkumetrowych schodów. Nasza zabawa dość prędko się kończy i udajemy się do swoich pokojów. Ratownik dzwoni po policję. Stwierdzamy, że trzeba zobaczyć miasto więc wyruszamy na zbiórkę i w tym momencie do ośrodka zajeżdża kilka radiowozów. Gdy większość ludzi się oddaliła jeden z chłopaków (Raków?) który był pod mocnym wpływem alkoholu zaczyna rozmowę z "Policiją" i kończy się to dla niego pokręcenm na wytrzeźwiałkę.
Nasza reakcja natychmiastowa, przecież nie chcemy by ktoś odpadł. Rozmową nic nie wskuraliśmy więc zaczynają sie jakieś przepychanki co i tak nie przyniosło efektu, ziomek powinięty. Decydujemy się jechać do miasta jest tylko mały problem: kolejka popsuta, autobus z tahometrem i nie może jechać. Tarnovia postanwią wybrać się z buta, a nam trafią się super okazja i koleś jadący ciężarówką zgodził się wziąć nas na przyczepę I tak oto jakies 20-30 osób jechało przez 15 km na pace ciężarówki z pięknymi piosenkami na ustach. Docieramy na obrzeża miasta, tam uatobusy jeżdzą co 20-30 minut, jedyny co jechał nie zatrzymał się widząc liczną grupę łysych głów. Docieramy na kolejny przystanek gdzie już część chowa się przy stacji i ostatecznie pakujemy się wszyscy do środka. Kilka osób poznaje mieszkankę Mariboru - Sarę z którą próbowali nawiązać bliższy kontakt lecz Sara była nieugięta Docieramy do centrum Mariboru, w miarę blisko stadionu, a jako, że dowiedzieliśmy się o treningu piłkarzy udajemy się właśnie tam. W mieście spotykamy Szczenę wraz z kibicami NK maribor którzy nas prowadzą na stadion oraz dowiadujemy się o kolejnym naszym zawiniętym przez to, że chodził z pałką teleskopową przy sobie. Przy stadionie zaskoczenie: Prezes Lato wysiada z taksówki Można się domyśleć jak ostro został pociśnięty przez naszą grupę wieloma epitetami. Na trening nie chcą nas wpuścić więc udajemy się na miasto w poszukiwaniu jedzenia oraz napojów rozweselających. Zbiórka o 22 na rynku, zakupujemy co trzeba, co nieco zwiedzamy, pijemy piwko na rynku a kierowca autobusu dlaje nie odbiera czyli nie wie, że ma po nas przyjechać. Decydujemy się wszyscy jechać taksówkami, chłopaki z Mariboru kołują nam jakieś tanie taxi za 20 euro. Miejscowi taksówkarze to jacyś kierowcy rajdowi Na dzisiaj już nam starczy emocji, chodzenia i picia. Idzemy spać! Pobudka rano: gaśnice zużyte, rozerwane drzwi, połamane noże u sąsiadów Noc ciekawa w chu.j. Zaraz po tym zayważamy jakąś telewizję która nas odwiedziła ( co się okazało wszystko przez ten basen ) Pozdrawiamy PZPN i gramy bardzo ciekawy mecz po 10, oczywiście strzeliliśmy najwiecej bramek Już o 13 wyruszamy na mecz. Zbiórka o 18 na rynku. W mieście widać już dużo polaków oraz znajomych głów z innych ekip. Pod stadionem już sporo polaków m.in. dobrze widoczny Chrobry Głogów czy Widzew. Z biegiem czasu ciśnienie rosło, ponieważ żaden z ochroniarzy nie potrafil nam powiedzieć którędy możemy wejść na stadion a nasze bilety były na sektory słoweńskie. Pada hasło, że lecimy z bramą, wszyscy naciskają i wpadają psy z pałami, ogolny zamęt i wszyscy zaczynają uciekać. Większość z tych którzy uciekli w lewą stronę została niestety powinięta, łącznie 69 osób w tym F, ziomek od nas. Ogólnie z naszej grupy złapanych 16 osób. Widać, że psy trenowały wiele manewrów przed tym meczem, nie było opcji niczego wykręcić. Wraz z J próbujemy jeszcze kilka razy dostać się na stadion lecz bezskutecznie. Planujemy więc spróbować jeszcze od strony wejścia dla słoweńców - z takim samym skutkiem jak i wcześniej. Zrezygnowani calym zamieszaniem i dodatkowo powinięciem ziomka decydujemy się obejrzeć resztę meczu w jakimś barze. Łapiemy się z chłopakami z Widzewa i ludźmi z Mariboru i kierujemy się w stronę centrum. Przechodziemy po ulicy, zaczepiają nas psy i zaczynają nas gonić, więc nie zstanawiając się dłużej - długa w jakieś uliczki. Psy łapią chłopaka z Widzewa i dziewczynę z Lechii ale kończy się na spisaniu. Docieramy do centrum, tam już kilka osób od nas ogląda mecz. W międzyczasie dzowni F, mówi gdzie jest i przedstawia całą sytuacje - nie wygląda kolorowo. Udajemy się od razu pod komendę wraz z chłopakiem z GieKSy. Pod komendę docierają z czasem jeszcze kibice Odry Wodzisław - od nich zawienli 10 osób. Dzwonimy do konsula który był dość nieogarnięty i nie szło się z nim dogadać. ( reprezentant RP!) Czekamy pod komendą do około 4 nad ranem, wypuszczają tylko jednego od nas, o reszcie powiedzieli że wypuszczą ich rano. Zawijamy się więc ostatecznie do hotelu. O 6 rano psy zwolniły resztę osób dając każdemu po 200 euro mandatu i zabierając dowód osobisty! Wszystkich oprócz F i chłopaka z GieKSy...Mają postawione zarzuty czynnej napaści na funkcjonariusza. Oprócz nich zostały jeszcze 2 osoby. Do 9 rano mamy się wykwaterować z hotelu. Większość pokojów oczywiście z dodatkowymi kosztami za m.in. polamanie noży, wyłamane drzwi, połamana ława...Płacimy co trzeba i zmywamy się do Mariboru pod komendę. 2 chłopaków z GieKSy decyduje się zostać w Mariborze składać zeznania. reszta wraca do polski. Powrót nie był już tak kolorowy jak przyjazd, wiadomo 2 naszych na psach, wszyscy zmęczeni, no może chłopakom z GieKSy jedynie dopisywał humor ale to za sprawą gorzoły. Wieczorem dowiadujemy się, że puszczają F i wraca już z GieKSą więc humory wracają do normy. Pociąg mamy 00:47 więc kierowca troche nadganie i wchodzimy na dworzec 10 minut przed pociągiem. Wracamy wraz z chłopakami z Rakowa i dziewczyną z Lechii. W pociągu jechała jakaś sama patologia, mieliśmy przez powrót niezły ubaw. W Warszawie czekamy trochę na PKS i o 9 rano jesteśmy w Łomży!
Pozdrowienia i podziękowania dla całego autobusu oraz skoczowskiej GieKSy za pomoc!
Do zobaczenia za miesiąc w Czechach
Słowenia - Polska (Maribor)
Na ten ciekawy i odległy jak dla nas wyjazd do słoweńskiego Mariboru wybrało się nas 3 wariatów - Pan F, J, oraz ja Na wyjazd szykowaliśmy się juz od dłuższego czasu, a ponieważ wybieraliśmy się z kibicami katowickiej GieKSy to musieliśmy wyruszyć już z samego rana w poniedziałek. Zbiórka o 22 pod katowickim spodkiem. F wyjeżdża już o 6 rano, Ja z J ustawiamy sie na 10. Podróż do Warszawy mija spokojnie w lekko sennych nastrojach. Na dworcu w warszawie łapiemy się z F i wyruszamy po bilety na pociąg który mamy o 16:45(?). Następnie nie wypada nam nic innego jak spożyc po kilka piwek by się nie nudziło do przyjazdu pociągu. Po piwkach planujemy spożyć po pysznym kebabie z dworca do pociągu zotało nam 20 minut więc stwierdzamy, że zdążymy zakupic po piwku na drogę. Wracamy ze sklepu a tam na tablicy 16:33 odjazd pociągu Biegiem udajemy się na peron ale zauważamy już jedynie tył pociągu. Wkurwieni sytuacją szukamy nowych połączeń do Katowic lecz jedyne wyjście do InterCity Dopłacamy do biletów po 50 zł i już uważnie czekamy na własny pociąg na peronie. ( To nic że bilet ulgowy do Katowic wyszedł nam po 95 zł ) Pociag oczywiście full wypasm piękne łazienki i klima
Po 3 godzinach docieramy na dworzec w Katowicach, każdy z nas miał pilną potrzebę więc udajemy się szybko do MC gdzie spotykamy kibiców Rakowa wybierająch się również na ten wyjazd. Po chwili zmierzamy już w stronę spodka, F po drodze łapie jeszcze minę lecz nie tracimy nadziei i docieramy na miejsce. Na parkingu było już kilka osób, częstują po jednym głębszym, rozmawiamy i czekamy na resztę ludzi. W okolicach 10 wszyscy docierają na miejsce. Najwięcej oczywiście kibiców GieKSy, oprócz tego Raków Częstochowa, Podbeskidzie, Dyskobolia, Warta Poznań, Lechia, Tarnovia oraz My. Około 23 podjeżdża autobus i wyruszamy w drogę. Wszyscy czekają tylko na wjazd do Czech, tylko dlaczego? Dowiedzieliśmy się już na pierwszej stacji w Czechach. Stacja została po prostu zgrabiona, alkohol i żarcie wszyscy wynosili w naprawdę znaczących ilościach.Dojeżdzamy do Austrii, na jednej ze stacji niefart chciał że pod stacje podjechała ciężarówka z lodami, ciastkami i pierogami W nasze ręce trafiło po kilka kartonów z tymi oto specjałami. I tak oto droga mijała wesoło kiedy to na jednej z austriackich stacji J wraz z kilkoma innych chłopkamai wynosili zgrzewkę Coca-Coli Niestety przyłapał ich pan od dostaw i tak oto w przeciągu 10 minut zjawiła się tajniacka psiarnia. Po około 30 minutach jesteśmy wolni i ruszamy już na Słowenię lecz juz bez żadnych promocji. Nasz ośrodek znajdował się jakieś 20 km od Mariboru, na szczycie jakiejś wielkiej góry gdzie podjeżdzało się takimi zakrętami , że głowa mała. Ośrodek bardzo ładny, zdala od miastowego szumu. W tym ośrodku Dynamo Zgrzeb organizuje swoje zgrupowania. Pokoje 8-osobowe a opróćz tego zjebiste boisko do gry w nogę oraz basen czynny od godziny 14:00 Godzina 13, każdy nie może doczekać się na otwarcie basenu więc kilkakrotnie chłopaki otwierają go sami od środka (to chyba specjalność chłopaków z południa-wiedzą jak sobie poradzić) Właściecielom nie bardzo podobało zachowanie polskich kibiców lecz o 14 wszystko wraca do normy i wszyscy już spokojnie wchodzimy na basen (niektórzy mniej spokojnie ) Tego co działo się na basenie nie sposób opisać słowami...To jak się bawiło jakies 40 osób przekracza granice rozsądku. Skoki z poręczy, kwietników czy kilkumetrowych schodów. Nasza zabawa dość prędko się kończy i udajemy się do swoich pokojów. Ratownik dzwoni po policję. Stwierdzamy, że trzeba zobaczyć miasto więc wyruszamy na zbiórkę i w tym momencie do ośrodka zajeżdża kilka radiowozów. Gdy większość ludzi się oddaliła jeden z chłopaków (Raków?) który był pod mocnym wpływem alkoholu zaczyna rozmowę z "Policiją" i kończy się to dla niego pokręcenm na wytrzeźwiałkę.
Nasza reakcja natychmiastowa, przecież nie chcemy by ktoś odpadł. Rozmową nic nie wskuraliśmy więc zaczynają sie jakieś przepychanki co i tak nie przyniosło efektu, ziomek powinięty. Decydujemy się jechać do miasta jest tylko mały problem: kolejka popsuta, autobus z tahometrem i nie może jechać. Tarnovia postanwią wybrać się z buta, a nam trafią się super okazja i koleś jadący ciężarówką zgodził się wziąć nas na przyczepę I tak oto jakies 20-30 osób jechało przez 15 km na pace ciężarówki z pięknymi piosenkami na ustach. Docieramy na obrzeża miasta, tam uatobusy jeżdzą co 20-30 minut, jedyny co jechał nie zatrzymał się widząc liczną grupę łysych głów. Docieramy na kolejny przystanek gdzie już część chowa się przy stacji i ostatecznie pakujemy się wszyscy do środka. Kilka osób poznaje mieszkankę Mariboru - Sarę z którą próbowali nawiązać bliższy kontakt lecz Sara była nieugięta Docieramy do centrum Mariboru, w miarę blisko stadionu, a jako, że dowiedzieliśmy się o treningu piłkarzy udajemy się właśnie tam. W mieście spotykamy Szczenę wraz z kibicami NK maribor którzy nas prowadzą na stadion oraz dowiadujemy się o kolejnym naszym zawiniętym przez to, że chodził z pałką teleskopową przy sobie. Przy stadionie zaskoczenie: Prezes Lato wysiada z taksówki Można się domyśleć jak ostro został pociśnięty przez naszą grupę wieloma epitetami. Na trening nie chcą nas wpuścić więc udajemy się na miasto w poszukiwaniu jedzenia oraz napojów rozweselających. Zbiórka o 22 na rynku, zakupujemy co trzeba, co nieco zwiedzamy, pijemy piwko na rynku a kierowca autobusu dlaje nie odbiera czyli nie wie, że ma po nas przyjechać. Decydujemy się wszyscy jechać taksówkami, chłopaki z Mariboru kołują nam jakieś tanie taxi za 20 euro. Miejscowi taksówkarze to jacyś kierowcy rajdowi Na dzisiaj już nam starczy emocji, chodzenia i picia. Idzemy spać! Pobudka rano: gaśnice zużyte, rozerwane drzwi, połamane noże u sąsiadów Noc ciekawa w chu.j. Zaraz po tym zayważamy jakąś telewizję która nas odwiedziła ( co się okazało wszystko przez ten basen ) Pozdrawiamy PZPN i gramy bardzo ciekawy mecz po 10, oczywiście strzeliliśmy najwiecej bramek Już o 13 wyruszamy na mecz. Zbiórka o 18 na rynku. W mieście widać już dużo polaków oraz znajomych głów z innych ekip. Pod stadionem już sporo polaków m.in. dobrze widoczny Chrobry Głogów czy Widzew. Z biegiem czasu ciśnienie rosło, ponieważ żaden z ochroniarzy nie potrafil nam powiedzieć którędy możemy wejść na stadion a nasze bilety były na sektory słoweńskie. Pada hasło, że lecimy z bramą, wszyscy naciskają i wpadają psy z pałami, ogolny zamęt i wszyscy zaczynają uciekać. Większość z tych którzy uciekli w lewą stronę została niestety powinięta, łącznie 69 osób w tym F, ziomek od nas. Ogólnie z naszej grupy złapanych 16 osób. Widać, że psy trenowały wiele manewrów przed tym meczem, nie było opcji niczego wykręcić. Wraz z J próbujemy jeszcze kilka razy dostać się na stadion lecz bezskutecznie. Planujemy więc spróbować jeszcze od strony wejścia dla słoweńców - z takim samym skutkiem jak i wcześniej. Zrezygnowani calym zamieszaniem i dodatkowo powinięciem ziomka decydujemy się obejrzeć resztę meczu w jakimś barze. Łapiemy się z chłopakami z Widzewa i ludźmi z Mariboru i kierujemy się w stronę centrum. Przechodziemy po ulicy, zaczepiają nas psy i zaczynają nas gonić, więc nie zstanawiając się dłużej - długa w jakieś uliczki. Psy łapią chłopaka z Widzewa i dziewczynę z Lechii ale kończy się na spisaniu. Docieramy do centrum, tam już kilka osób od nas ogląda mecz. W międzyczasie dzowni F, mówi gdzie jest i przedstawia całą sytuacje - nie wygląda kolorowo. Udajemy się od razu pod komendę wraz z chłopakiem z GieKSy. Pod komendę docierają z czasem jeszcze kibice Odry Wodzisław - od nich zawienli 10 osób. Dzwonimy do konsula który był dość nieogarnięty i nie szło się z nim dogadać. ( reprezentant RP!) Czekamy pod komendą do około 4 nad ranem, wypuszczają tylko jednego od nas, o reszcie powiedzieli że wypuszczą ich rano. Zawijamy się więc ostatecznie do hotelu. O 6 rano psy zwolniły resztę osób dając każdemu po 200 euro mandatu i zabierając dowód osobisty! Wszystkich oprócz F i chłopaka z GieKSy...Mają postawione zarzuty czynnej napaści na funkcjonariusza. Oprócz nich zostały jeszcze 2 osoby. Do 9 rano mamy się wykwaterować z hotelu. Większość pokojów oczywiście z dodatkowymi kosztami za m.in. polamanie noży, wyłamane drzwi, połamana ława...Płacimy co trzeba i zmywamy się do Mariboru pod komendę. 2 chłopaków z GieKSy decyduje się zostać w Mariborze składać zeznania. reszta wraca do polski. Powrót nie był już tak kolorowy jak przyjazd, wiadomo 2 naszych na psach, wszyscy zmęczeni, no może chłopakom z GieKSy jedynie dopisywał humor ale to za sprawą gorzoły. Wieczorem dowiadujemy się, że puszczają F i wraca już z GieKSą więc humory wracają do normy. Pociąg mamy 00:47 więc kierowca troche nadganie i wchodzimy na dworzec 10 minut przed pociągiem. Wracamy wraz z chłopakami z Rakowa i dziewczyną z Lechii. W pociągu jechała jakaś sama patologia, mieliśmy przez powrót niezły ubaw. W Warszawie czekamy trochę na PKS i o 9 rano jesteśmy w Łomży!
Pozdrowienia i podziękowania dla całego autobusu oraz skoczowskiej GieKSy za pomoc!
Do zobaczenia za miesiąc w Czechach






