Winkler pisze:
A może byś coś opisał ze swojej historii na ełksie,jakiś wyjazd,subiektywne wrażenia po derbach na mieście,takie coś obiektywnego,co ma miejsce od kilu stron,a nie sama napinka.....Ta jest najłatwiejsze,klawiatura nie odda....
hmmm nie wiem po co zes zacytował jeszcze moj wpis sprzed miesiąca gdzie był tu mega burdel i wszechobecna napinka, ja moglbym w odpowiedzi zacytować Twoj, gdzie jedziesz wyzwiskami w moją strone ale już koniec, nic to nie zmieni...
od subiektywnych wrażen z derbów sie powstrzymam, bo mysle ze mogloby to sprowokować znow do spinek i wyzwisk, troche historii z eŁKSy starałem sie tutaj przemycać ale ciezko było pewnie sie rozczytać jesli od razu byłem prowokowany i wyprowadzany z równowagi...
Apropo wyjazdów... nie zdązylem niestety na lata 90 i esencje wyjazdową - czyli podroze rejsowkami w mniejszych liczbach, ale wspolnie z paroma kumplami staralismy sie przeprowadzać takie eskapady już w czasach nowożytnych. Z takimi wyjazdami wiąze najlepsze wspomnienia, i kazdy kto w tym uczestniczuł wie , że nie mozna nawet tego porównywać z podrózami autami w kolumnie, autokarami albo specami i ilość wspomnnien i smiesznych sytuacji jest kilkukrotnie wieksza...
Najlepszy z wyjazdow ''na własna ręke'' to podroz do Szczecina na GKS Tychy gdzie z Kaliskiego wyruszylismy w 5 osób.
Podroz z kilkoma przesiadkami, wylacznie osobowkami ( takie z****** bylo akurat połączenie) upływa na jaraniu jointow i robieniu sobie jaj kompletnie ze wszystkiego. Trasa mija nam bardzo szybko, w wiekszosci pociągow jestesmy praktycznie sami, i poczulismy sie na tyle pewnie że nasz wagon w pociagu ktory mial dowiesc nas juz do Szczecina ojebalismy praktycznie cały we vlepkach ;) Było spoko do czasu , aż bodajże w Stargardzie dosiadła się Pogon( było to jakąś godzine/dwie przed samym meczem). Nie przedstawiali jakiejs wielkiej siły bojowej, natomiast 2 starszych od nich dosyć szybko jorgnęło sie co jest grane, i usiedli sobie pare rzędów obok nas ''mając nas na oku''. Co chwile spojrzenia, jakieś telefony, a Szczecin coraz bliżej.... wyjebalismy lote na pierwszej stacji w Szczecinie, i dosłownie w biegu wbiliśmy w taryfki...
Mielismy po prostu swiadomosc ze jestesmy jedynymi z ŁKSu ktorzy tego dnia pojechali wspierać Tyskich, więc ewentualne bicie od Pogoni poskutkowałoby pewnie poprawką w Łodzi..
Na sam mecz docieramy więc taxówkami, kierowcy nie jorgnęli sie ze jestesmy przyjezdnymi więc podwieźli nas pod kasy Pogoni.... po krótkiej konsternacji zawrócili i wysadzili nas przy drodze prowadzącej na sektor gości.
Na mecz wchodzimy jako ostatni, i na wejsciu dowiadujemy sie że Widzew wspolnie z Ruchem obili Lechie.
Sam mecz spoko, oprocz nas jest jeszcze jeden gosc z Łodzi, z jakiejs pobliskiej jednostki wojskowej którego dosyć długo rozkminiają Tyscy , bo ciężko go było potwierdzić.
Po meczu wracamy z Tyskimi rejsówką do Poznania - gdzie nasze drogi sie rozchodzą i udajemy sie dalej w strone Łodzi, a Tyscy w swoją...
Niestety z powodu braku hajsu a także braku połączen konczymy tego dnia podróz na pustym dworcu w Koninie. W ostatnich odcinkach podrozy , zmienialismy juz pociągi co stacje, byle dostać sie do jakiegos wiekszego miasta.
Następnego dnia już na kredytowych z kolejną przesiadką wracamy do Łodzi, gdzie meldujemy sie koło 10. Podczas powrotu dowiadujemy sie jeszcze , że Tyskich trafiła koalicja rakietowa...
Zazwyczaj podczas takich wyjazdów scenariusz powrotu był podobny. Użeranie się z kanarami , sokistami, pociągi ktorych już niestety nie było, i sporo czasu spędzonego na dworcach .. ogólne zmęczenie , wkurwienie, i mase czasu do stracenia, ale młodszym sie było, i takie przygody i tak nas jarały i dostarczały sporo wspomnień;) niestety były to juz czasy gdzie ciezko było sie dogadać i dać w łape, raczej wszystko odbywało sie szybko, bez porozumienia z nami ;) W Kutnie, do ktorego dojezdzala wiekszosc pociagow z północy Pólnocy, nocke spędzalismy kilkukrotnie.
Jeszcze z takich ciekawostek.... wyjazd do Bydgoszczy, gdzie mielismy do wyboru 2 pociągi, jeden ze sporym zapasem czasowym, i drugi praktycznie ''na styk''. Oczywiscie wybieramy ten pierwszy ( tak jak kilkanascie osob od nas), niestety za moja sprawą spoznilismy sie na niego, i odjechał z Kaliskiego na naszych oczach. Ogolne wkurwienie i pociski na mnie trwały bardzo długo, ale do czasu jak ktos z tego pierwszego pociągu zadzwonił że w Toruniu dosiadła sie Elana i załapali się na bicie :)
i jedna podroz na derby Rzeszowa mi zapadła w pamięci, też PKP... w całym pociągu jedzie nas 5 w jednym przedziale, plus kilka osob rozproszonych w innych miejscowkach. Dojezdzamy na dworzec docelowy, a tam czeka na nas kordon psów, mase kabaryn, ogólne poruszenie jakby jechał cały specjal.... przejmują nas, a szef całej tej operacji nerwowo chodzi po pociągu i sprawdza gdzie się reszta kiboli podziała :) reszta przyjechała autami... pieski mieli chyba złego informatora .... natomiast nasza piątka , plus kilku chłopaków z Resovii i tak dostalismy policyjną eskorte na nasz ''pochód'' z dworca na stadion Resovii ;)
jak bede mial czas to jeszcze coś skrobne.