Nie czepiajcie się tak tych promocji, jest to nieodzowny aspekt podróżowania po kibicowskim szlaku, ważne jedynie by j**** jakieś shelle i tym podobne wielkie korporacje, a nie wiejskie sklepiki gdzie właściciel takie "zakupy" naprawde odczuje.
W związku z promocjami przypomniały mi się jeszcze dwie śmieszne sytuacje.
Pierwsza: za małolata byłem na wyjeździe pucharowym na jakiejś wsi. W jakiejś miejscowości został ojebany cały sklep (no niestety, nie shell). Był nas nabity autokar, po całych zakupach wszyscy stoją na placu przed sklepem, gdzieś tak z 70-80 osób. Nagle wybiega zdesperowany właściciel i szuka naszego środka transportu (byliśmy dużym autokarem) i ktoś mu pokazał nyse która stała nieopodal i powiedział że nią przyjechaliśmy, chłop spisał numery i powiedział że za to zapłacimy
Finał tej promocji był około 1.5 miesiąca później.
Przed sytuacją opisaną poniżej miała miejsce gruba walka z policją na jednym z meczów u siebie, na której zostałem zwinięty i osadzony w izbie dziecka, tak zwanym dziecięcym dołku (13 lat miałem) i miałem postawiony zarzut czynnej napaści na policjanta.
Doba na dołku i potem szpital, bo mi "troche" wytłumaczyli na komisariacie że rzucać w policje kamieniami, to nie tak wypada.
Z 3 tygodnie później dostaje wezwanie na psy, że byłem młody to mnie dosyć solidnie nastraszyli poprawczakami itd. Uwieżyłem w to, i nie spałem z 2 noce, byłem pewny że pójde siedzieć. Nadszedl sądny dzień, ide z matką na komende, nogi jak z waty, blady ze strachu

Dzielnicowy odczytuje zarzuty, a tu "Kradzież artykułów spożywczych w Wypizdowie Dolnym"
Ja
Matka
Potem jeszcze wyciąga naszą liste wyjazdową (spisali nas na meczu) i pyta sie czy znam J. i M. z mojego osiedla (w sumie to prawie sąsiedzi), ja oczywiście Nieee skądże znowu.
A dzielnicowy: "A to dziwne bo Cie z nimi widuje odkąd mi przydzielili ten rewir"
Na szczęście ze wszystkich zarzutów się wykręciłem.