www.GieKaeMowcy.pl
GKM Grudziądz - Wybrzeże Gdańsk 46:43
Na ten mecz przenosimy się z młynem na tzw. beton obok trybuny głównej, naprzeciw sektora gości. Przenosiny podyktowane raz że małymi rozmiarami stadionu (na ten mecz nasz sektor przemianowano na bufor) a drugim powodem przenosin była oprawa, która wymagały wyższej trybuny niż na przeciwległej prostej.
Podczas prezentacji zawodników w górę wędruje sektorówka z hasłem „GIEKAEMOWCY” plus po bokach flagi na kijach. Całość miała być uzupełniona pirotechniką, ale ze względu na wymorzoną aktywność policji i ochrony odpuszczamy, nie warto było ryzykować kolejnych mandatów za odpalanie pirotechniki. Doping z naszej strony rwany, ale jak już się udało poderwać wszystkich do śpiewania to wychodziło naprawdę dobrze. Szczególnie stare, proste przyśpiewki brzmiały dobrze, bo włączał się momentami cały stadion. Po którymś z kolejnych biegów rzucamy około 2000 serpentyn. Wielkie dzięki dla 15 Polonistów, którzy wspierają nas podczas meczu jak i po nim.
Wybrzeża określa się na około 500 osób, na oko wydawało się trochę mniej. Podczas prezentacji rozkładają sektorówkę z namalowaną charakterystyczną bramą ze stadionu w Gdańsku a na płocie wieszają transparent głoszący, że niby są u siebie. Doping podobnie jak nasz rwany, ale potrafili się przebić. Poza normalnym dopingiem lecą również z obu stron różnorakie „pozdrowienia”. Gości wspiera Sparta w 6 osób z flagą.
Bezapelacyjnie najciekawszy kibicowsko dwumecz w I lidze. Oby doszło do powtórki w rundzie play-off!
Start Gniezno – GKM Grudziądz 46:44
Do Gniezna ruszamy busikiem w 30 osób. Panowie policjanci uznali, że jesteśmy na tyle przystojni, że urządzają nam przed odjazdem darmową „sesję fotograficzną”. Do Gniezna dojeżdżają jeszcze samochody i ostatecznie jest nas w sektorze 60 osób.
Mniej więcej do połowy meczu ciągniemy dobry doping. Później zmęczenie podróżą dało znać o osobie i trochę odpoczęliśmy, swoistą rozrywkę zapewnili nam w tym czasie miejscowi napinacze „zza płota”. Śmiechu z tych tubylców sporo, co prawda nie chwalili się już brakami w uzębieniu jak rok temu, ale tym razem upodobali sobie wypinanie czterech liter. Co kraj to obyczaj...
Młyn Startu bardzo lichy, praktycznie niesłyszalny. Spiker próbował podrywać publikę do robienia „szkocji” machając rączkami na murawie, ale i to z marnym skutkiem.
Pod koniec meczu nasi zawodnicy odrabiają straty a my znów jedziemy z głośnym dopingiem. Niestety podczas ostatniego biegu idiotyczna decyzja sędziego i ostatecznie mecz minimalnie przegrywamy.
Pomimo wyniku na torze droga powrotna w dobrych humorach.