Felieton TMCh #7: Zarządzanie klubem piłkarskim

Zarządzanie klubem sportowym to nie jest prosty temat. Większość kibiców patrzy na to wyłącznie przez pryzmat pierwszej drużyny. Połączenie różnych aspektów zarządzania nie jest jednak łatwą sprawą. Postaram się Wam to udowodnić.


Ważnym elementem każdej firmy jest struktura organizacyjna, która powinna być jasna i czytelna. Umożliwia ona właściwe zarządzanie klubem. Każdy pracownik powinien znać swoje miejsce i, co ważne, znać zadania i ogólne obowiązki innych pracowników. Mam tu na myśli szeroko pojętą kadrę kierowniczą. Często zapominamy, że klub to nie tylko piłkarze i trener. To cała infrastruktura techniczna obiektów, rehabilitacja, odnowa, marketing, szkółka piłkarska czy współpracujące z klubem, najczęściej na zasadach outsourcingu, inne podmioty. Umiejętność delegowania zadań poprzez właściwe zakresy obowiązków czy polecenia prezesa jest kluczowym elementem działalności. Najważniejsze żeby każdy znał się na swojej pracy i chciał współpracować z pozostałymi.


Finanse to kolejne zagadnienie, które w głównej mierze zależy od prezesa. To on powinien zadbać o to, aby budżet można było spokojnie zamknąć na koniec roku. Przy obecnym systemie finansowania sportu w Polsce jest to ciężki i skomplikowany temat, co widać po kondycji wielu klubów. Mówiąc że jest to temat prezesa nie myślcie, że robi to sam. Ma od tego ludzi w klubie i... kibiców. Tak! Nas kibiców! Kto jak nie my tworzy atmosferę, która pozwala pozyskiwać nowych sponsorów? Budowanie właściwych relacji zarząd – kibice, jest kluczem do dobrej kondycji finansowej (przy właściwym zarządzaniu pozostałymi elementami). Było już kilku fachowców, którzy zaniedbali wymienione działania, a nawet je całkowicie porzucili. Wyszli jak Zabłocki na mydle. Myślę, że przykład Bydgoszczy jest tutaj najlepszy.


Marketing. Pole do popisu dla fachowców. Nieograniczone możliwości działania przy naprawdę dużych chęciach całej załogi! Nawet przy małym budżecie na marketing jest możliwe fajne poruszanie się w tej dziedzinie. Ale wymaga to pasji, miłości do klubu i dania z siebie więcej niż określa to umowa o pracę. Przy dużym budżecie wystarczą już tylko umiejętności marketingowców. Jeśli są dobrzy - są w stanie zdziałać cuda. Znam takich!


Może uznacie moje słowa za kontrowersyjne, ale jestem zdania że dobry fachowiec nie musi kochać swojego klubu. Uwierzcie mi, że prędzej czy później go pokocha lub chociaż ułamek serca jemu odda. Na tej samej zasadzie było kiedyś z nami. Przychodząc pierwszy raz na stadion nie czuliśmy tego, co czujemy dzisiaj. Nasz krew stopniowo zmieniała barwę i z czerwonej przyjęła nasze barwy klubowe. Tak samo będzie z nimi.


No to tyle teorii. Mam nadzieję, że Was nie zanudziłem. Teraz praktyka. Temat rzeka. Przedstawiłem Wam kilka elementów, które muszą współgrać. Przychodzi do realizacji zadań i gwarantuje Wam, że pojawią się elementy, które potrafią zaskoczyć tak, że kilka dni dochodzicie do siebie i szukacie rozwiązania problemu. Co zrobicie z piłkarzem, który starając się o kontrakt gryzł murawę i przeciwników, a teraz, wychodząc na pierwszy trening, zamiast biegać spaceruje? Okienko transferowe zamknięte a ten żąda: „Dać stówa - będę biegać”! Co zrobicie ze związkami zawodowymi w klubie, które straszą Cię prokuraturą za rozbudowę trybuny VIP, bo uważają to za marnotrawienie pieniędzy publicznych, a Ty masz wizję oraz możliwości i wiesz, że za rok ona Ci się przyda? Robisz to tańszym kosztem teraz i nie narażasz się na warunkowe dopuszczenie obiektu za rok przez PZPN, w przypadku awansu Twojego klubu. Co zrobisz, kiedy masz możliwość zdobycia kilku maszyn umożliwiających kompleksową pielęgnację boisk, których zakup był zaplanowany, a włodarze miasta z dnia na dzień obetną na to środki? Co zrobisz, kiedy na meczu pojawi się obserwator z PZPN i wpisze w protokole, że schody prowadzące na trybunę są, jego zdaniem, za strome i żąda aby na kolejny mecz dobudować poręcz? Schody oczywiście zostały wybudowane zgodnie z prawem budowlanym. Ale czy obserwatora to obchodzi? Co zrobisz, kiedy w środku sezonu, wycofa się duży sponsor, a Twój prawnik miał słabszy dzień i nie zabezpieczył klubu na ten przypadek?


Czy nas jako kibiców to obchodzi? Raczej nie. Może czas najwyższy żeby zaczęło. Nie tłumaczę zarządów klubów. Pokazuję tylko, że jest to ciężkie i skomplikowane zadanie. Życzę Wam, abyście mieli w klubach fachowców, a nie nieudaczników, co to klub zawsze był im bliski bo „kiedyś mieszkali obok piłkarza X i on ich zaraził”. Jak ich czymś zaraził - niech idą do lekarza, a nie biorą się za zarządzanie sportem.


Zdrowych, rodzinnych i pełnych sportowych emocji Świąt Wielkanocnych!


Z kibicowskim pozdrowieniem! TMCh