Felieton TMCh #5: Wyjazd rzecz święta!

Dzisiaj wrócę ze szkoły. Odrobię lekcję, pomogę w domu to może uda mi się wyrwać na mecz. Aj zapomniałem! Wyjazd jest! Co prawda Facebook krzyczy od kilku dni, że są zapisy, koledzy zasypują grafikami Internet, ale jakoś tak… nie miałem czasu.


Czy chce mi się jechać? Kasa nie jest problemem. Rodzice dali podwyżkę kieszonkowego. Co prawda sporo poszło na odżywki i browary ale nie ma tragedii. Trochę boli noga po wczorajszej grze w piłkę. Damian ma urodziny w weekend, więc pewnie jakaś imprezka będzie. Jak nie impreza to trzeba przecież i tak do klubu wyjść jakąś laskę wyrwać. Przypomniałem sobie, że trzeba rodzicom z malowaniem pomóc. No tak. Nie dam rady. No i jeszcze muszę vlepki rozesłać. Kiedy ja to przygotuję. Jak pojadę na wyjazd to cały dzień zleci. No jak nic cały dzień! Zapytam się Tomka. Jak on pojedzie to może ja też. Ale po co go pytać?! Przecież nową Fifę kupił dwa dni temu. Nawet dzisiaj go w szkole nie było, bo gra na konsoli zapewne. Jak nie będzie go na dzisiejszym treningu to jutro też na mecz nie pójdzie. Na trening idę! Nowa bluza Pittbulla, nerka na pas, torba sportowa do ręki i nie ma opierdalania! Tyle obowiązków a tak mało czasu!


Mam prawie czwarty krzyżyk na karku i nie rozumiem głupich problemów młodzieży. Tak jak kiedyś rodzice nie rozumieli moich. Spoglądam na kolegów. Nie mają na sobie Pittbulla. Mają za to rodziny, pracę i stos odpowiedzialności, która ciąży bardziej niż ten czwarty krzyżyk. Darek ma trójkę dzieci, rozpoczętą budowę domu i nieustanne problemy z autem. Praca, budowa, mechanik. Znajdź tu jeszcze czas na zabawę z dziećmi. Znajduje! Zazwyczaj w weekend. No chyba że jest wyjazd. Tymek ma tylko dwójkę dzieci. Za to przewlekle chorują. Szef raz w tygodniu grozi mu, że wyleci z pracy za spóźnianie. Co ma zrobić jak wizyty z dziećmi u rehabilitanta się przedłużają? Łysy opiekuję się rodzicami. Obydwoje wymagają specjalistycznej pomocy. Wyjazd na mecz oznacza dla niego załatwienie opiekunki na cała dobę. No chyba że wyjazd się przedłuży, tak jak ten do Żywca i telefonicznie będzie próbował ratować sytuację i szukać kolejnego zastępstwa. Dwie godziny siedział w kącie na dworcu i dzwonił po znajomych żeby mu pomogli zająć się rodzicami. Przeklina ten wyjazd po dziś dzień. Przemek nie może dopiąć domowego budżetu od kiedy frank podrożał, a rata kredytu skoczyła o 600 zł. Zawsze brakuje mu z żoną do pierwszego. Często pożycza ale zawsze wiem że odda. Solidny chłopak.


Co nas wszystkich łączy? To że nie rozmawiamy o naszych problemach na wyjazdach. Świat problemów kończy się w momencie gdy wsiadamy do autokaru, pociągu czy innego środka kołowego i ruszamy po chwałę naszego klubu. Jest czas na oderwanie się od codzienności i osiągnięcia naszej małej nirwany. Problemy omawiamy przy piwie, a i tam znajdujemy chwilę na rozmowę o głupotach. Gotowi na wyjazd i wszyscy w dobrych humorach. Gdybyśmy musieli włożyć do busa nasz cały codzienny bagaż problemów, opony strzeliłby w oka mgnieniu. Nie utrzymałby tego ciężaru. Siedzimy gotowi do drogi. Darek, Tymek, Łysy i ja. Lekko spóźniony dobiega Przemek. Po drodze na zbiórkę mijał Tomka z kolegą. Szli w przeciwnym kierunku odjebani w nowe bluzy. Zapewne poszli grać w Fifę.


Z kibicowskim pozdrowieniem, TMCh