Fatalny wyjazd Śląska
2013-08-23
Piłkarze Śląska przegrali z Sevillą 4:1, ale to nie wynik najgorzej będą wspominać wrocławscy fani. Wyjazd do Hiszpanii był dla nich fatalny z innych powodów. Jeden z busów wiozący kibiców na mecz został na przedmieściach Sevilli napadnięty przez chuliganów miejscowego klubu. Osiemnastu wrocławian znajdujących się w samochodzie wiozło na mecz flagi oraz transparenty.
W wyniku ataku lewicujących kibiców Sevilli wrocławianie stracili m.in. dwie charakterystyczne flagi - "Wielki Śląsk" i "Ave Silesia" oraz klubowe koszulki. Kilka godzin po akcji Hiszpanie pochwalili się swoimi zdobyczami w internecie. Początkowo polskie media informowały, że atak przeprowadzili kibice Cracovii.
Co więcej, hiszpańscy kibice napadli na fanów Śląska z nożami - kilku wrocławian prawdopodobnie trafiło do szpitala z poważnymi ranami. Tej informacji nie potwierdza jednak Ambasada.
- Ani Policía Nacional ani Guardia Civil nie mają żadnych informacji o polskich kibicach rzekomo przebywających w szpitalu w Sevilli - mówi Agata Utnicka z Ambasady Polskiej w Madrycie.
Atak hiszpańskich kibiców nie był jedyną przykra rzeczą, jaka spotkała fanów WKS-u w Hiszpanii. Już podczas samego meczu doszło do kolejnego incydentu - tym razem w roli agresorów wystąpiła policja.
Jak poinformował Michał Mazur, rzecznik Śląska, akcja funkcjonariuszy była bardzo brutalna, w jej wyniku kilka osób ma połamane żebra. Powodem pacyfikacji miało być... oblanie jednego z policjantów wodą.
Na sektorze kibiców przyjezdnych stadionu w Sevilli obecnych było tylko około 80 fanów Śląska.
