Otwarcie "Narodowego" od kuchni
2012-01-31
Gdy opadły już emocje związane z otwarciem głównej polskiej areny tegorocznych Mistrzostw Europy w piłce nożnej na jaw wychodzi szereg niedociągnięć... Impreza otwarcia Stadionu Narodowego zorganizowana pod hasłem "Oto jestem" zgromadziła blisko 75 tysięcy osób. Ci, którzy mieli okazję zobaczyć obiekt od środka nie szczędzą jednak słów krytyki.
Pierwsze problemy się już przy samym wejściu na imprezę inauguracyjną. Kto nie przestudiował wcześniej regulaminu, mógł być rozczarowany. Na imprezę nie były wpuszczane osoby, które... miały ze sobą aparat fotograficzny robiący zdjęcia o jakości lepszej niż 5 Mpix.
Problemy mieli także dziennikarze. Jak informują telefony komórkowe na "Narodowym" nagminnie traciły zasięg, a poza tym część akredytacji zagubiła się jeszcze przed ich odebraniem. Na wyrobienie nowej trzeba było sporo zaczekać, ponieważ... skończył się papier w drukarce.
Okazuje się, że to nie jedyne problemy z jakimi spotkali się odwiedzający obiekt. "Kiedy weszło na szczyt schodów (które notabene były za wąskie), to można było dostać zawrotów głowy. Niestety, podczas tych zawrotów, gdy się chciało złapać za barierkę, trzeba było się mocno wychylić do przodu, ponieważ znajdowała się za nisko, aby można było się jej złapać stojąc. Znajomy wspominał też o brudnych, zapylonych siedzeniach i o stewardach, którzy nakazywali usunięcie się z pustych schodów, żeby nie blokować przejścia" - podsumowuje inny internauta.
Na utrudnienia komunikacyjne w okolicach stadionu narzekali natomiast mieszkańcy sąsiednich ulic.
Część z osób "wizytujących" stadion skrytykowała także samą imprezę. Według internautów na otwarciu zabrakło przede wszystkim znanych zagranicznych zespołów.
