Podsumowanie 7. kolejki - I liga
„Znowu to samo” – mogliby westchnąć zawiedzeni fanatycy, którzy liczyli na to, że w czasie przerwy w rozgrywkach Ekstraklasy będą świadkami fantastycznych opraw i porywającego dopingu na jej zapleczu. Niestety, pod tym względem pierwszoligowi fani spisali się zaledwie poprawnie, chociaż oczywiście nie obyło się bez kilku ciekawych konfrontacji na polu kibicowskim.
Ligowa kolejka rozpoczęła się spotkaniem Polonii Bytom z Olimpią Grudziądz, które można było zaliczać do najciekawszych w tej serii meczów. Niestety, zarówno kibice gospodarzy, jak i gości, nie spełnili pokładanych w nich nadziei. Przyjezdnych reprezentowało tylko kilku fanatyków, którzy zasiedli wśród miejscowych, w tzw. sektorze rodzinnym i nie zaakcentowali swojej obecności. Bytomianie natomiast przybyli na stadion w liczbie nieco powyżej 2,5 tysiąca, co jak na drugą klasę rozgrywek szczebla centralnego nie może powalać na kolana, ale nie jest też wielkim rozczarowaniem. W uświetnieniu piłkarskiego widowiska Ślązakom wydatnie przeszkadzała ochrona, która m.in. nakazała ściągnąć sektorówkę w barwach klubu (postępując zgodnie z zaleceniami delegata PZPN-u).
Tradycyjnie już najmniejszą publiczność zgromadził pojedynek bojkotowanej drużyny z Łęcznej, która w 7. kolejce zmierzyła się u siebie z KS Polkowice. Mecz ten obserwowało zaledwie 900 osób. Na pozostałych stadionach liczby widzów na szczęście były bardziej okazałe. Kolejny frekwencyjny rekord kolejki należy do fanów bydgoskiego Zawiszy, którzy przybyli na mecz z Dolcanem w ponad 7 tysięcy głów i zaprezentowali kartoniadę. O dodatkowe atrakcje (włącznie z przerwaniem meczu) zadbał przedstawiciel piłkarskiej centrali, któremu nie przypadły do gustu transparenty wywieszane przez bydgoszczan.
Poprawnie zaprezentowali się kibice płockiej Wisły (na mecz z Flotą przybyło ich 2,5 tysiąca) oraz fani Sandecji Nowy Sącz (których sobotnie zwycięstwo nad Piastem oklaskiwało 3 tysiące widzów). Poważnie do meczu podeszli „Gieksiarze” podejmujący niezbyt atrakcyjnego piłkarsko i kibicowsko rywala – Kolejarza Stróże. Katowiczanie, których na mecz przyszło prawie 3,5 tysiąca przygotowali widowiskową oprawę, w skład której wchodziły flagi na kijach oraz coraz rzadziej widywana na krajowych arenach pirotechnika. Podobać może się także liczba kibiców gospodarzy meczu Warta Poznań – Termalica Nieciecza. Marketingowe zabiegi urodziwej pani prezes wystarczyły aby zachęcić do przyjścia 4 tysiące poznaniaków. W porównaniu z frekwencją na Warcie sprzed 2 lat to wynik całkiem niezły, choć daleko mu do absolutnych rekordów zaplecza Ekstraklasy, jakie klub Izabeli Pyżalskiej bił w poprzednim sezonie.
Ostatnie dwa mecze 7. kolejki pod względem kibicowskim wyglądały całkiem nieźle, jednak nie można z czystym sumieniem stwierdzić, że fani Arki podejmujący Ruch Radzionków oraz kibice Pogoni Szczecin, która zmierzyła się z Olimpią Elbląg, dali z siebie wszystko. Gdynian na mecz z „Cidrami” przybyło trochę ponad 5 tysięcy, lecz nie wystarczyło to aby nowy, duży stadion nie świecił pustkami. Zdecydowanie mniej widzów miał natomiast mecz „Portowców” z „Olimpijczykami”, ale trzeba podkreślić, że wśród prawie 3 tysięcy obecnych na stadionie blisko 100 osób dopingowało piłkarzy z Elbląga. Niestety, wyjazdowicze ci skarżyli się, że dobrą zabawę skutecznie popsuły im niezrozumiałe zasady wchodzenia na sektor.
Pod względem kibicowskim I liga po raz kolejny, mówiąc delikatnie, nie powaliła na kolana. W tej klasie rozgrywkowej co prawda jest kilka ekip, które trzymają stały, solidny poziom – zaliczyć do nich trzeba chociażby Zawiszę, GKS Katowice czy Arkę – jednak dorównać im nie mogą kibice pozostałych zespołów, przez co sama liga jawi się tylko jako umiarkowanie atrakcyjna. Miejmy jednak nadzieję, że zmieni się to już w jej kolejnych odsłonach.
